Aktualności

Opłata OZE wchodzi na rachunki za energię. Jaką miała historię?

OZE

Opłata OZE, z której mają być pokrywane koszty dopłat dla producentów zielonej energii i która od tego miesiąca będzie doliczana do rachunków  za energię, to pomysł jeszcze autorów pierwotnej wersji ustawy o OZE w wersji z 20 lutego 2015 r. Wpisaniu jej do poprzednich projektów ustaw o OZE towarzyszyły niejasne szacunki co do jej wysokości. Tymczasem autorzy ostatniej nowelizacji ustawy o OZE zmieniając gruntownie zasady wsparcia dla producentów zielonej energii, na opłatę OZE w ogóle nie zwrócili uwagi, wobec czego zostanie ona – mimo zmiany zasad dopłat – na tym samym poziomie, na jakim obliczono ją dla poprzedniej wersji systemu wsparcia, którego w ustawie o OZE już nie ma.

Od 1 lipca br. obowiązuje nowa wersja ustawy o OZE. Wprowadzona w życie kilka tygodni temu nowelizacja ustawy o OZE implementowała do tej ustawy nowe zasady wsparcia dla producentów zielonej energii. Gruntownie zmieniono zasady systemu aukcyjnego, w ramach którego mają funkcjonować więksi producenci OZE, otrzymujący zaproponowaną w aukcji cenę za energię – z dużym prawdopodobieństwem wyższą niż obecne rynkowe ceny energii.

Zmiana systemu wsparcia dla producentów zielonej energii z pewnością nie pozostanie bez wpływu na jego koszty. Jakie będą koszty nowego systemu wsparcia dla producentów zielonej energii? Tego nie dowiemy się bynajmniej z rządowych prognoz, bowiem faktyczny autor nowych regulacji, czyli Ministerstwo Energii, nie pokusił się o przygotowanie takich analiz.

Autorzy poprzedniej wersji systemu wsparcia dla OZE mówili, że aukcje mają promować technologie najtańsze, co miało przekładać się na niższe koszty wsparcia producentów zielonej energii, które będą przenoszone na rachunki odbiorców końcowych.

Tymczasem autorzy nowej wersji ustawy o OZE, formalnie grupa posłów PiS, a faktycznie Ministerstwo Energii, twierdzą, że aukcje mają teraz promować technologie przede wszystkim produkujące energię w sposób stabilny.

Z pewnością na tych zmianach straci energetyka wiatrowa, dla której dodatkowym problemem jest tzw. ustawa antywiatrakowa, a zyska generacja energii m.in. z biomasy, w tym ze współspalania. Z pewnością też inne będą koszty dopłat dla producentów zielonej energii w nowym systemie w porównaniu do systemu, który usunięto z ustawy o OZE. Niższe czy wyższe? To na razie trudno oszacować. Wszystko będzie zależeć od cen wynegocjowanych w aukcjach i od wolumenów energii zamawianych w aukcjach. Obu zmiennych na razie nie znamy.

Ostatnia nowelizacja usunęła z ustawy o OZE ponadto tzw. system taryf gwarantowanych zakładający preferencyjne ceny za zieloną energię z instalacji należących do najmniejszych, domowych producentów energii. W miejsce systemu taryf gwarantowanych do ustawy o OZE dla sektora mikroinstalacji wprowadzono system tzw. opustów, który ma nie generować dodatkowych kosztów dla odbiorców energii, a więc nie powinien mieć wpływu na stawkę opłaty o OZE.

Jednak mimo zmian w systemie aukcyjnym, a także usunięcia z ustawy o OZE taryf gwarantowanych, autorzy ostatniej nowelizacji ustawy o OZE nie zdecydowali się na zmianę stawki opłaty OZE na ten rok, dzięki której koszty dopłat dla producentów zielonej energii mają być przenoszone przez operatorów na rachunki odbiorców końcowych.

Jak potwierdził przedwczoraj Urząd Regulacji Energetyki, tą opłatę dystrybutorzy mogą pobierać od 1 lipca 2016 roku, tj. od dnia wejścia w życie zmienionego rozdziału 4 ustawy o OZE, a jej wartość pozostanie na „starym” poziomie 2,51 zł/MWh zużytej energii. W skali roku nie powinna więc przekroczyć, dla gospodarstwa domowego z przeciętnym zużyciem energii, kwoty 10 zł.

Gra opłatą OZE, czyli gra prosumentami

W większości krajów rynek OZE wspiera się preferencyjnymi stawkami za sprzedaż energii, a koszty tego wsparcia są przenoszone na rachunki odbiorców końcowych. Tak jest choćby w Niemczech, gdzie do rachunków dolicza się tzw. opłatę EEG. Wraz ze zmianami w polskim systemie wsparcia dla OZE ich autorzy postanowili zastosować podobny mechanizm i wprowadzić tzw. opłatę OZE. Na etapie tworzenia ustawy o OZE proponowana wysokość opłaty OZE kilkukrotnie się zmieniała. Sposób jej wyliczenia zawsze był dosyć zagadkowy.

Za to argument o opłacie OZE służył przeciwnikom odnawialnych źródeł energii do pokazywania jak szkodliwe dla polskich odbiorców może być wspieranie OZE – mimo faktycznych kosztów tego wsparcia – choćby w mocno zwalczanym na etapie przyjmowania ustawy o OZE na początku 2015 r. systemie taryf gwarantowanych, z którego mieli skorzystać wyłącznie najmniejsi, domowi producenci zielonej energii.

W 2014 r., przed skierowaniem projektu ustawy o OZE do parlamentu Ministerstwo Gospodarki wyliczyło, że wartość opłaty OZE wyniesie niewiele ponad 2,1 zł w każdej megawatogodzinie energii kupowanej przez odbiorców. Później rząd i posłowie doszli do wniosku, że z opłaty OZE trzeba zwolnić część energochłonnych przedsiębiorstw, co w efekcie podniosło wartość opłaty OZE dla pozostałych odbiorców do 2,51 zł/MWh – czyli poziomu, który znajdziemy w obowiązującej wersji ustawy.

Ciekawie było na etapie prac nad ustawą o OZE w parlamencie, na początku 2015 r., gdy do ustawy wprowadzono – wbrew woli ówczesnego rządu i Platformy Obywatelskiej – system taryf gwarantowanych, czyli preferencyjnych stawek za sprzedaż energii z domowych mikroinstalacji o mocy do 10 kW. Wówczas ze strony przeciwników taryf pojawiły się głosy, że ten mechanizm znacząco podniesie ogólne koszty dopłat dla producentów zielonej energii – mimo, że z tego systemu mieli korzystać właściciele najmniejszych instalacji, produkujących znikomą część energii generowanej w całym sektorze OZE.

W trakcie prac nad ustawą o OZE w Senacie ówczesny dyrektor Departamentu OZE w Ministerstwie Gospodarki Janusz Pilitowski przedstawił wyliczenia kosztów tzw. poprawki prosumenckiej, wskazując, że jej zastosowanie skutkowałoby w jego opinii błyskawicznym rozwojem rynku mikroinstalacji i oznaczałoby konieczność podniesienia opłaty OZE aż do poziomu 5,68 zł/MWh.

Autorzy pierwotnej wersji ustawy o OZE szacowali, że cały system wsparcia, obejmujący również produkcję energii w większych instalacjach, miał kosztować do 2020 r. około 20 mld zł.

Jak wskazywali zwolennicy energetyki prosumenckiej podczas parlamentarnych prac nad ustawą o OZE koszty dopłat do produkcji energii w domowych mikroinstalacjach, na zasadach określonych przez tzw. poprawkę prosumencką, miałyby wynieść około 500 mln zł.

Taka kwota wsparcia dla najmniejszych instalacji odpowiadałaby więc zaledwie 2,5 proc. całkowitych kosztów dopłat, z których skorzystaliby wszyscy producenci zielonej energii, a taki udział w opłacie o OZE dopłat do najmniejszych, prosumenckich instalacji byłby nieodczuwalny dla odbiorców końcowych.

– Wzrost cen jest jednym wielkim mitem. Ministerstwo Gospodarki błędnie zakłada, że powstanie tak dużo mikroinstalacji w tak szybkim czasie. To, że koszty będą wysokie, nie jest prawdą. Według moich wyliczeń koszt, który musiałby ponieść odbiorca energii, to około 0,1 do 0,2 gr./kWh. Czyli nie generuje to aż takiej potrzeby, aby podnosić opłatę o OZE o kilka złotych tak jak w komentarzach Ministerstwa Gospodarki, które były w ogóle nieuzasadnione merytorycznie – komentował w wywiadzie dla Gramwzielone.pl poseł Artur Bramora, jeden z autorów poprawki prosumenckiej.

Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO) szacował z kolei, że w segmencie mikroinstalacji objętych tarfaymi gwarantowanymi w latach 2016-2020 ma być wytworzone tylko 4 proc. energii ze wszystkich OZE objętych ustawowym systemem wsparcia, a koszt tego wsparcia sięgnie 2,2 proc. całkowitych kosztów wsparcia przewidzianych w ustawie o OZE.

Według IEO, wpływ poprawki prosumenckiej na wysokość opłaty OZE doliczanej do rachunków za energię w 2016 r., czyli w planowanym pierwszym roku obowiązywania taryf gwarantowanych, miał wynieść zaledwie 0,37 zł/MWh. IEO zwracał przy tym uwagę, że według oceny skutków regulacji do ustawy o OZE, wpływ systemu wsparcia dużych źródeł OZE, w tym głównie współspalania czy farm wiatrowych, już w 2012 roku był 86 razy większy i wyniósł 32 zł/MWh i nadal rósł.

Dane przytoczone przez MG są nie są poparte żadnym uzasadnieniem i kilkukrotnie  zawyżają „opłatę OZE” oraz negatywnie wpłyną na koszty energii dla odbiorców końcowych, zawyżając wpływy OREO S.A. W uzasadnieniu do noweli nie ma podanego sposobu kalkulacji ani informacji, ile wynosi składnik prosumencki w opłacie OZE. Brakuje w ogóle wyszczególnienia udziału poszczególnych koszyków technologicznych i mocowych w łącznym koszcie opłaty OZE.

Podana jest tylko sumaryczna wysokość opłaty w wysokości 4,01 złotych za 1 MWh, co może sugerować, że jest to w całości składnik prosumencki. Rachunkowo jest to jednak tylko różnica pomiędzy sumaryczną opłata OZE w noweli, a wysokością opłaty OZE w ustawie ustalonej na 2,51 złotych za 1 MWh, czyli 1,5 zł/MWh. W stosunku do wyników analiz IEO (0,37 zł/MWh) jest to stawka zawyżona czterokrotnie i niepotrzebne obciążyłaby rachunki odbiorców energii. Z uwagi na poważne skutki gospodarcze i społeczne powinny być zweryfikowane i solidnie uzasadnione – komentował IEO.

Ostatecznie wysokości opłaty OZE na etapie przyjmowania ustawy o OZE jednak nie zmieniono i pozostawiono ją na poziomie 2,51 zł/MWh.

2,51 czy 4,01 zł/MWh?

Niedługo po przyjęciu ustawy o OZE, o czym Sejm zdecydował w dniu 20 lutego 2015 r., Ministerstwo  Gospodarki przedstawiło projekt nowelizacji ustawy o OZE, w którym zaproponowano zapisy obniżające koszty dopłat do produkcji energii w najmniejszych instalacjach objętych taryfami – w stosunku do stawek przyjętych przez Sejm, a jednocześnie zaproponowano zwiększenie opłaty OZE, tłumacząc to kosztami taryf gwarantowanych i nazywając taki planowany ruch „urealnieniem” tej opłaty.

W efekcie w projekcie nowelizacji ustawy o OZE Ministerstwo Gospodarki zaproponowało zmianę w art. 185 i zastąpienie wpisanej do niego stawki opłaty OZE 4,01 zł/MWh. Taka wysokość opłaty miała obowiązywać od początku 2016 r., a później mogłaby rosnąć wraz ze wzrostem produkcji energii z instalacji funkcjonujących w nowym systemie wsparcia dla OZE.

Powiększenie opłaty o OZE w projekcie nowelizacji ustawy o OZE, co miałoby – według Ministerstwa Gospodarki – uwzględniać koszty systemu taryf gwarantowanych – z wpisanych wcześniej do ustawy 2,51 zł/MWh do 4,01 zł/MWh mogło sugerować, że koszty samych taryf gwarantowanych dla najmniejszych producentów zielonej energii przeniesione na rachunki za energię odbiorców końcowych mogą wynieść już w pierwszym roku obowiązywania taryf aż 1,5 zł/MWh.

Zwolennicy tzw. poprawki prosumeckiej i taryf gwarantowanych przekonywali jednak znowu, że wpływ taryf na wysokość opłaty OZE został w projekcie nowelizacji mocno zawyżony, a w dodatku, że brakowało sposobu wyliczenia tej opłaty. Nie wiadomo, które technologie i w jakim stopniu miały wpłynąć na tak określoną stawkę opłaty OZE.

W Ocenie Skutków Regulacji do projektu nowelizacji, w 2015 r., Ministerstwo Gospodarki przyjmował taką wysokość opłaty, oceniając, że złożą się na nią dopłaty do powstałych w 2016 r. „połowy z maksymalnego limitu mocy w ramach instalacji o mocy zainstalowanej elektrycznej do 10 kW” (docelowo w ramach systemu taryf gwarantowanych miały działać mikroinstalacje o łącznej mocy 800 MW).

Resort gospodarki dosyć optymistyczne szacował w OSR do projektu nowelizacji ustawy o OZE przyrost mocy instalacji funkcjonujących w ramach taryf gwarantowanych już w pierwszym roku obowiązywania nowego systemu, którym miał być rok 2016.

Powyższe oznacza powstanie w 2016 r. odpowiednio 150 MW w ramach mikroinstalacji o mocy zainstalowanej elektrycznej do 3 kW oraz 250 MW w ramach mikroinstalacji o mocy zainstalowanej elektrycznej od 3 do 10 kW. (…) Maksymalny poziom wymaganego wsparcia został obliczony przy uproszczonym założeniu, że taryfy obejmą wyłącznie mikroinstalacje fotowoltaiczne. Przy uwzględnieniu maksymalnych poziomów taryf stałych, oraz prognozy cen energii elektrycznej, wymagany poziom wsparcia dla mikroinstalacji w 2016 r. wyniesie 170 mln zł – oceniało Ministerstwo Gospodarki.

Żadnych z projektów nowelizacji ustawy o OZE, które przygotowało Ministerstwo Gospodarki, zanim zostało zastąpione w nowym rządzie przez Ministerstwo Energii, jednak nie przyjęto. Wprowadzono natomiast przygotowaną przez Ministerstwo Energii nowelizację ustawy o OZE, która zmieniła – nie wysokość opłaty o OZE, ale kształt systemu, który ta opłata miała finansować.

W obecnej wersji ustawy o OZE, która obowiązuje od 1 lipca br., nie znajdziemy już taryf gwarantowanych, które miały mieć – według wcześniejszych wyliczeń Ministerstwa Gospodarki – aż tak duży wpływ na koszty dopłat dla producentów zielonej energii. Również system wsparcia dla większych instalacji, które mają funkcjonować w ramach aukcji, zmieniono gruntownie.

Jednak mimo kolejnych nowelizacji ustawy o OZE (i ich niewdrożonych projektów), odbiorcy energii od początku tego miesiąca będą ponosić koszt opłaty OZE w wysokości określonej półtora roku temu, w ramach pierwotnej ustawy o OZE w wersji przyjętej przez Sejm na początku 2015 r.

Nie wiemy, czy obecny rząd nowelizując system wsparcia dla odnawialnych źródeł energii stwierdził, że wprowadzane zmiany nie zmienią szacunkowej wartości opłaty OZE, czy uznał tą kwestię za nieistotną. Okazją do przyjrzenia się kwestii opłaty przez Ministerstwo Energii mogą być prace nad zapowiedzianą już, kolejną nowelizacją ustawy o OZE, które obecny rząd wdraża w ekspresowym tempie.

Kwestii wysokości opłaty OZE nie można ponadto pominąć choćby ze względu na fakt, że jej obecna wartość ma obowiązywać – zgodnie z ustawą o OZE – tylko do końca tego roku, a przy wyznaczaniu jej na kolejny rok powinny zostać wzięte pod uwagę prognozowane koszty nowego systemu wsparcia dla producentów energii odnawianej.

gramwzielone.pl